Aktualności

WSTYDLIWA CISZA

 

            Zwyczajny dzień. Pewien człowiek padł na ziemię. Stał się chwilowo nieprzytomny. Padł też blady strach i bojaźń Boża na mieszkańców miasteczka Castelo do Piaui. Chociaż było to chwilowe, zatrzymało jednak na chwilę życie mieszkańców naszego Castelo. Pan Bóg pokazał, że jest obecny, chociaż nieraz lekceważony i wydaje się niezauważalny.W Chrystusie żyjemy, w Nim się poruszamy, w Nim jesteśmy. On jest widoczny w naszym życiu, przypominają nam Dzieje Apostolskie relcjonując mowę św. Pawła w oświeconych Atenach. Czynimy Go czasem bezsilnym świadkiem naszego życia, spychając Go do prywatnej i coraz bardziej wstydliwej, skrywanej sfery naszego życia.35

    Pierwszym zadaniem ewangelizcji jest ukazanie zbawczej obecności Jezusa Chrystusa nie tylko w ogólnie pojętym "świecie", ale bardziej szczegółowo w życiu osobistym każdego z nas. Ewangelizacja i misje zadają pytanie - Kim jest Bóg? Kim jest On dla mnie? Jakie znaczenie ma śmierć Chrystusa dla mnie? Czy to mnie w ogóle obchodzi? Kto ma zadać te pytania, jeśli nie ludzie Kościoła? Pytania te wymagają jasnych odpowiedzi, które nie zawsze powinny przybierać formę werbalną, ale tę bardziej przykonywującą - formę przykładu i świadectwa. Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i aż po krańce świata - przypomina nam Jezus przed wniebowstąpieniem. Mógłbym napisać, że jesteśmy wezwani przez Pana do świadczenia o Nim. Pozwólcie, że zapytam - odczuwasz taką potrzebę? Doświadczenie Kościoła misyjnego pomaga zauważyć ludzi, którzy mają silną potrzebę świadczenia i życia ewangelią. Ich zaangażowanie i przykład są dla duszy prawdziwym napojem energetycznym (Pan Jezus mówił o żywej wodzie) i budzą pragnienie zaangażowania. Patrząc na moich parafian i współpracowników powiedziałem kiedyś sobie - ja też tak chcę. Moje chcenie kontynuuje już 12 lat.

91

     Pisząc o  Brazylii mógłbym wspomnieć o pięknych i bezkresnych krajobraach, palącym słońcu czy też o walce ze skorpionami i wstrętnymi pająkami wielkości ludzkiej dłoni. Mógłbym napisać o pokonywaniu wielu kilometrów prawdziwych bezdroży i przygodach z pogranicza National Geografic. Aż chce się wspomnieć o walkach z ulewnymi deszczami. Największym pięknem, skarbem i zapierającą dech w piersiach przygodą Kościoła brazylijskiego są jednak ludzie. Ci zwyczajni rolnicy, nauczyciele, murarze, starsi i młodsi, dla których Kościoł i duszpasterstwo są prawdziwą pasją i sensem życia. Zawstydzają niejednego misjonarza swoim oddaniem i poczuciem wspólnoty. Uczą prostej i ufnej wiary. Wszystkie swoje plany kończą słowami - Se Deus quiser - Jak Bóg zechce. Traktują Kościół jako nić, która przeplata myśli, zamierzenia i najdrobniejsze czynności i zarazem jako sposób na życie. Mam tu na myśli przede wszystkim tych nabliższych parafii. Oni zajmują się katechezą, odwiedzają chorych z Komunią św., odprawiają nowenny, Liturgie Słowa, animują życie liturgiczne i duszpasterskie, śpiewają, grają, klaszczą i ciągle robią wystawienie Najświętszego Sakramentu. Dbają o kaplice na wioskach, które nieraz stają się ośrodkiem zdrowia, kiedy przyjeżdża lekarz, Chodzą od domu do domu i czytają Pismo św. Uczą cierpliwości i zawstydzają zarazem, bo ciągle czegoś chcą - a to kazanie za krótkie, a to jakieś rekolekcje trzeba zorganizować, a to zrobić licytację ciast i na leczenie sąsiada. I tak bez końca. To najlepsza przygoda, o jakiej mógłbym zamarzyć.

   Proszę, nie myślcie, że tam w Brazylii jest dobrze, a u nas nie. Trudno porównać. To inne rzeczywistości i inne warunki społeczne, kulturowe czy geograficzne. Tam też są wyzwania, pojawiają się wzloty i upadki, czasami spektaularne upadki. 90W tamtejszych warunkach żyję i realizuję swoje powołanie. Tam Bóg mnie doprowadził i ciągle odnajduję sens mojego bycia i duszpasterzowania. Staram się kierować i formować tą oddaną parafii grupę ludzi, któych tak poważnie nazywamy "agentami pastoralnymi". Oni żyją daleko od klimatu samby i pięknych plaż, ale zarażają radością wiary, która bez wątpienia ma swoje źródło w Bogu. On Pan nie żyje na marginesie i prywatnej sferze życia, ale jest sensem i przewodnikiem życia.

    Jeden z parafialnym agentów pastoralnych Lucas ma niezwykły dar odwiedzania chorych z Komunią św. Jest szafarzem. Nie może funkcjonować bez odwiedzin chorych. Zostawia nawet w połowie swoją pracę na roli, kiedy przypomni sobie, że o kimś zapomniał, kogoś nie odwiedził. Szuka chorych i starszych, albo lepiej powiedzić, to oni szukają Lucasa. Podczas jednej z wizyt pada człowiek na ziemię i pada wspomniany już blady strach na nasze miasteczko. Jedna z osób, którą odwiedza, kobieta dona Francisca, katoliczka od dziecka, miała męża innego wyznania. Nigdy nie mogła przyjąć Eucharystii w spokoju, bo mąż nie pozwalał. Lucas przyszedł do niej, jak co miesiąć. Rozłożył korporał na stole kuchennym między garnkami i zaczął się modlić. Przczytał kawałek z Ewangelii św. Jana - "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił", odmówił z Franciscą akt pokuty i Ojcze nasz. W pokoju obok kuchni mąż chorej przyjmował ewangelistę, przdstawiciela swojej wspólnoty. Dyskutowali, czytali Pismo św. Nie wytrzymał jednak obecności szafarza i Eucharystii i zaczął wołać - "A co wy robicie? Przecież to jakieś bałwochwalstwo! Nie ma żadnej 43Eucharystii. Pana Jezusa nie ma w jakimś chlebie!" Lucas i Francisca modlą się dalej. Docierają do momentu przyjęcią Komunii św. Krytyka męża chorej staje się już jawną obelgą. Lucas cierpliwi podnosi Eucharystię i mówi słowa "Oto Baranek Boży". Nagle szok i konsternacja. Wszystkim zabiera mowę. Wydaje się, że cisza i kamienie wołają - "Bóg jest!" Mąż naszej Franciszki pada. Traci przytomność. Ewangelista strategicznie ucieka. Franciszka w ciszy przyjmuje Komunię św. Bóg jest. Objawił się w tej ciszy. Wszyscy w miasteczku o tym mówili. Niektórzy poważnie, inni w formie plotki. Wszyscy mówili jednak o Eucharystii i  nawróceniu tego, który bluźnił. A Lucas, kiedy zapytałem go to zdarznie po pewnym już czasie tylko komentował "Przecież to przyjemne odwiedzać chorych".

            Bogu Niech będą dzięki za Lucasa i innych. Każdy ma swój charyzmat i zadanie. Kościół potrzebuje zdolności i zaangażowania wszystkich i każdego z osobna. Gdzie szukać Boga, jeśli nie wśród tych, którzy noszą imię i godność chrześcijan. Pan Bóg postawił na mojej drodze tych właśnie ludzi, którzy mnie zawstydzają swoją prostą wiarą. W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

 

Ks. Tadeusz Semmerling100

Aktualności

Adres Parafii

Plac NMP 1
80-384, Gdańsk-Przymorze

poczta@nmp.pl
tel. 58 558 33 93

Biuro Parafialne

10:00-12:00 i 15:00-18:00
Od poniedziałku do piątku
(z wyjątkiem środy)

Obserwuj nas w sieci